Biedni czy bogaci?
Polacy lubią zaglądać sobie do kieszeni, ale gdyby tego nie lubili nie dowiedzielibyśmy się, że ich konta bankowe pęcznieją. Sytuacja o tyle niepojęta, że przecież nadal jesteśmy w dobie kryzysu gospodarczego. Wyliczono, że na kontach osobistych, najczęściej nieoprocentowanych, naszych rodaków leży prawie 50 miliardów złotych. Jeszcze bardziej niespodziewane są wyniki tegorocznej edycji diagnozy społecznej, która stwierdza, że dochody Polaków bardzo szybko rosną a wraz z nimi ich aspiracje finansowe. Krotko mówiąc diagnoza wyraźnie wskazuje na to, że nie widać kryzysu w polskich rodzinach. Specjaliści twierdzą, że znacznie poprawiły się wskaźniki dobrobytu, samopoczucia, stanu zdrowia, jesteśmy ponoć bardziej zadowoleni z warunków w jakich przyszło nam żyć. Jednocześnie znacznie zmniejszyło się zaufanie naszych rodaków do wszelkiej maści firm finansowych, szczególnie do tych, które udzielają kredytów gotówkowych / to prawda, bowiem firmy pożyczkowe mają teraz poważne problemy finansowe, ludzie stracili do nich zaufanie, jednakże same zasłużyły sobie na takie oceny/. Trzeba jeszcze dodać, że powyższe badania od 2000 roku prowadzą eksperci z wyższych uczelni. Profesor Janusz Czapiński z Uniwersytetu Warszawskiego poinformował, że badania zostały przeprowadzone w marcu i kwietniu tego roku, a objęto nimi ponad 12 tysięcy polskich rodzin.
_ To jakaś totalna bzdura, może zadowoleni są warszawiacy, może krakowiacy, może osoby z trójmiasta, ale nikt mi nie powie, że lepiej żyje się na lubelskiej czy rzeszowskiej wsi, że poprawiło się samopoczucie mieszkańców Podlasia, że dobrobyt dotarł do rodzin miejscowości bieszczadzkich. Tam niech panowie profesorowie zrobią badania. Niech tym rodzinom powiedzą, że teraz żyje im się lepiej. Śmieszne zaczyna być, jeżeli nie żałosne, stwierdzenie, że poprawiły nam się wskaźniki stanu zdrowia i że rosną nasze aspiracje finansowe. Rosną oczywiście, ale setek tysięcy polskich emerytów, którzy zamiast 500 złotych emerytury chcieliby otrzymywać chociażby 1000 złotych. Zastanawiam się czemu takie badania maja służyć i po co na nie wydawać pieniądze. Badania te porównałbym do badań przeprowadzonych przez komisję europejską, która stwierdziła, że polscy emeryci mają się lepiej od swoich imienników w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Przecież to totalna bzdura – denerwuje się jeden emerytów.
Diagnoza pokazuje jeszcze jeden kontrowersyjny problem, bowiem jak twierdzą eksperci, do końca 2008 roku utrzymywał się, jak to określono, silny popyt na pracę, a co za tym idzie spadek bezrobocia. Ponoć wpłynęło to na spadek odczuwania skutków bezrobocia w skali gospodarstw domowych. To dlatego między innymi pęczniały konta bankowe naszych rodaków. No bo skoro jest praca to jest też i płaca. Dalej „eksperci” bełkocą coś o kobietach zamężnych, rodzeniu dzieci, sytuacji mężczyzn, godzenia pracy zawodowej z obowiązkami domowymi etc. Prawdą natomiast wydaje się to, że tracimy zaufanie do firm finansowych.